Pejotlowe łowy - recenzja

Witam!

Po tą książkę sięgnęłam z kilku powodów. Przede wszystkim zaciekawił mnie pan Witkacy opisując niezwykłe działanie pejotlu, przez co zainteresowałam się samą rośliną, jednak wszystko przeważyła inwestycja w cztery, małe szare kaktusy. Postanowiłam więc poszukać jakichś informacji, dowiedzieć się czegoś ciekawego, jednak literatura papierowa związana tylko z Lophophora williamsii jest niestety bardzo niewielka. No i tak trafiło na "Pejotlowe łowy".



Sięgając po Pejotlowe łowy  szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś nieco innego. Miałam nadzieję, że (skoro w nazwie użyto nazwy kaktusa) będzie ona głównie toczyć się wokół pejotla, że będzie to temat przewodni książki, a cała reszta dodatkami uzupełniającymi całość obrazu indiańskich wierzeń.

No, niestety, lektura Pejotlowych łowów zupełnie nie trafiła w moje wyobrażenia, czego mogłam się spodziewać, bo często tak mi się zdarza:)

Szukałam w tej książce czegoś od strony botaniki połączonej z częścią użytkową i duchową, gdy tymczasem znajdziemy tutaj niemal w większości tę część duchową, co w sumie jest logiczne, gdyż książka opisuje wierzenia indian Huiczoli, dodatkowo wydana pod szyldem Religie i kościoły. Jak już pisałam, bardziej interesowała mnie botaniczna strona pejotlu, jednak Pejotlowe łowy naszpikowane są antropologiczną analizą.

Tak więc każde opisane wydarzenia czy czynności, wszelkie rytuały, które nawiasem mówiąc są interesujące i fascynujące, okraszone są dużą ilością bardzo naukowego, ciężkiego języka. Dla mnie momentami ciężko było skupić się na tekście i kilka razy łapałam się na odpływaniu od tematu, po przeczytaniu połowy strony musiałam się wrócić, bo nie miałam pojęcia co właściwie moje oczy zarejestrowały:)



Niemniej były fragmenty, które były z kolei bardzo (dla mnie) ciekawe, najczęściej były to wprost cytaty Ramona Silvy, który pełnił rolę szamana. Interesująca była sama mitologia, jeśli można to tak określić, oraz legendy i historie, na przykład o córkach kukurydzy. Bardzo ładnie jest tu też opisany sam rytuał pejotlowych łowów, czyli całe przygotowanie duchowe do wyruszenia do krainy przodków, aby zebrać magiczny kaktus. Komentarz w tym przypadku był w miarę przyjemny i wyjaśniał sytuację.

Interesującym, ale dość krótkim ciekawszym fragmentem był opis wizji pejotlowych, które miała sama autorka Pejotlowych łowów, Barbara Myerhoff. Co najciekawsze ludzie nie powinni opowiadać innych swoich wizji (oczywiście mara'akame to nie obowiązuje), gdyż jest to prywatna sprawa.

Książka zawiera też wiele innych ciekawych rzeczy, wartych przeczytania i poznania, dlatego choć mam mieszane uczucia co do tej lektury, bo do lekkich ona nie należy, myślę że chyba jednak rzeczywiście dobrze jest wiedzieć więcej, poznać inną kulturę, która ma dość nietypowe podejście do świata, do siebie i do rzeczy materialnych.

Dlatego jeśli ktoś szuka czegoś o pejotlowych wizjach z pewnością będzie nieusatysfakcjonowany, jeśli ktoś szuka informacji na temat Lophophora williamsii - botanicznych, uprawy, zastosowania - będzie miał mieszane uczucia jak ja. Jeśli zaś ktoś szuka odpowiedzi na filozoficzne dość pytania w stylu sens życia lub szuka czegoś innego niż europejski styl myślenia czy wiary, z pewnością znajdzie tu coś dla siebie.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.