Aloesowy przewodnik po zdrowiu i urodzie - recenzja

listopada 18, 2015
Dzień dobry!

Dziś z lekkim poślizgiem w końcu udało mi się przeczytać Aloesowy przewodnik po zdrowiu i urodzie autorstwa Elżbiety Olejnik. Recenzja tej książki miała pojawić się w ramach aloesowego września, jednak materiałów na wrzesień miałam tyle, że lektura zeszła na drugi plan i teraz kiedy mam trochę czasu mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami po przeczytaniu Aloesowego przewodnika:)


Muszę przyznać, że pani Olejnik ma bardzo przystępny styl pisania. Przygotowałam się psychiczne na nieco cięższą lekturę, a tymczasem autorka pisała w miarę lekko i przyjemnie, tak że bardzo skomplikowane niekiedy tematy był łatwe do "ogarnięcia", szczególnie dla osób nie specjalnie zorientowanych w medycznym żargonie. Za to duży plus!

Bohaterem tej książki jest aloes.

Nie da się ukryć, że książka ta oscyluje wokół tej rośliny, ale zdecydowanie skupia się na jej zastosowaniu, a dokładnie na zastosowaniu miąższu (bez skórki). Z tego względu wszyscy, których interesuje aloes od strony uprawy mogą być średnio zainteresowani. Jeśli chcesz przeczytać książkę o uprawie aloesu, to to nie jest dobry wybór. Jeśli jednak szukasz pretekstu, aby taki aloes uprawiać, to już co innego! :)

Warto też wspomnieć, że do celów zarówno spożywczych, jak i kosmetycznych nie nadają się wszystkie gatunki aloesów. Najczęściej używa się Aloe vera, Aloe arborescens oraz Aloe ferox.

No dobrze, ale jakie odniosłam wrażenia po tej książce? Zdecydowanie inaczej spojrzałam na aloes i jego niesamowite możliwości (choć podejrzewam, że część mogła być nieco naciągnięta), ale i na tryb życia w mieście. Sami nie zauważamy czasami, że nasze działania są destrukcyjne i najczęściej za błędy płacimy naszym zdrowiem. Problemy z odżywianiem, ruchem, choroby cywilizacyjne. Ta książka nieco uświadamia, jak wiele głupot robimy z czystego lenistwa lub niewiedzy, które skutkują w przyszłości nieprzyjemnymi komplikacjami zdrowia. Myślę, że warto było przeczytać Aloesowy przewodnik choćby po to by otworzyć nieco oczka.

Kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest powszechne uwielbienie dla aloesu. Być może mam coś w sobie z niedowiarka, bo pomimo wielu publikacji naukowych na temat zbawiennego wpływu aloesu, mam dość podejrzliwe podejście do tego "uwielbienia". Trochę trąciło mi to bardzo rozbudowaną, przykamuflowaną ulotką firmy, w której pracowała autorka. No, ale to moje subiektywne odczucie:)

Znajdziemy tutaj (głównie ogólne informacje), że aloes pomaga generalnie na wszystko - trawienie, oczyszczanie z toksyn, wspomaga odchudzanie, odżywia skórę i włosy. Wydaje mi się, że pod tym względem tematem i książką siłą rzeczy będą bardziej zainteresowane panie, szczególnie te, które lubią bawić się metodami domowymi w dziedzinie zdrowia i urody

Mimo wszystko stwierdzam, że dobrze mieć własnego aloesa i świadomość jego ogromnych możliwości, szczególnie regeneracyjnych i oczyszczających, które można stosować na tak rozmaite sposoby, że zapewne niejednej kosmetyce skończyłaby się wyobraźnia:)





2 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.