Areka w Chinach

sierpnia 05, 2017
Dzień dobry!

Muszę się przyznać, że według polskich czy europejskich standardów - jestem ćpunem;)

Ale zacznijmy od początku, czyli od popularnej, ale niepozornej palmy - Areca catechu. Często możemy ją spotkać w polskich domach jako roślinę doniczkową. Wprowadza przecież nieco tropikalny klimat do mieszkania! Ale palma ta, w rejonie swojego pochodzenia ma znaczenie nie tylko ozdobne, ale i użytkowe. Użytek robi się oczywiście z owoców tej rośliny, ale nie tak jak robi się to z palmy kokosowej czy salaka. Tutaj wchodzimy w temat używek:)

Chińska areka z prowincji Hunan


Trochę o arece (Areca catechu) i betelu


Areka, nazywana także palmą betelową, kateszową, czy żuwipalmą (to chyba najbardziej mi się podoba, bardzo pasuje do tej rośliny) pochodzi z Filipin, jednak uprawiana jest w większości państw z tamtego rejonu - przykładowo w Malezji, Singapurze, Tajlandii czy południowych Chinach.

Owoce areki nazywane są betel nut. Są one składnikiem betelu, popularnej w południowej Azji używki. Najważniejszymi składnikami betelu są liście pieprzu żuwnego (Piper betle) oraz właśnie nasiona areki (do tego dochodzą inne lokalne dodatki). Betel jest bardzo popularny (czwarta używka świata, imponujące prawda?), jednak ma kilka wad, które wykluczają go do stosowania na Zachodzie.

Po pierwsze - połączenie liści pieprzu i nasion areki mocno farbuje zęby na czarno. Po drugie - jest ponoć mocno uzależniający. Jak jest dokładnie z tym uzależnianiem, nie mam pojęcia, ponieważ dziś zajmuję się tylko żuwipalmą i jej owockami:)

Żuwipalma z Singapuru

Betel nut w Chinach


Sprawa ma się nieco inaczej w Chinach. Tutaj również ta używka jest popularna, niemal tak samo jak papierosy, ale... jest kilka ale.

Nie w całych Chinach można spotkać nasiona areki. W zasadzie tylko w dwóch prowincjach są one tak popularne - Hainan oraz Hunan, choć zdecydowanie w tej drugiej można spotkać w każdym sklepie. A że akurat tak się złożyło, że mieszkam w tej prowincji dane mi było spróbować tego lokalnego skarbu, nazywanego przez Chińczyków binglang (槟榔).

Muszę przyznać, że arekę spotkamy tutaj na każdym kroku - wszystkie, nawet najmniejsze sklepiki posiadają przy kasie kilka paczuszek papierosów i właśnie areki. Obie używki często są ze sobą połączone - osoby palące często żują także i nasiona. Jest to nieodłączny element spotkań towarzyskich, wieczorów przy grillu czy wyjścia na miasto. Sami sklepikarze, jeśli sami żują, chętnie częstują, i nie ma to związku z chęcią uzależnienia klienta (częstują też papierosami). Jest to po prostu objaw życzliwości:)

Sama areka ma tutaj inny wygląd. Nie jest proszkowana, a jedynie dzielona na połówki i jakby uwędzona. Kawałki żuje się ją w całości, a pod wpływem śliny uwalniany jest smak i składniki pobudzające (arekolina).

Opakowanie binglang'ów - w sumie cena niewielka - ok 6 zł

Smak, działanie i bezpieczeństwo


Uwędzona areka ma ciekawy i dziwny dla Europejczyka smak. Jest to jedna z tych rzeczy, które na początku nie podchodzi, jednak po czasie zyskuje i nadaje się do użytkowania. Przy pierwszym zastosowaniu ma ona intensywny smak zbliżony do mięty. Często jednak jest on uzależniony od tego co się wcześniej jadło - i tak może on być intensywnie miętowy, niezbyt przyjemny wędzony czy nawet słodki ciasteczkowy.

Zwłaszcza ten ostatni jest ciekawy i to moja osobista opinia/obserwacja (być może dlatego tak mieszkańcy Hunanu uwielbiają binglang), jednak najczęściej pojawia się po zjedzeniu bardzo ostrej potrawy. Kuchnia prowincji Hunan należy właśnie do tych ostrzejszych, gdzie lekką ręką sypie się ostre papryczki do potraw (jest równie ostra jak ta z prowincji Syczuan). Być może arekolina zachodzi w reakcję z kapsaicyną, dając w rezultacie ciekawy smak;)

Co do właściwości uzależniających, myślę że ma podobne do papierosów lub nieco mniejsze. Nie jest tak, że po spróbowaniu od razu chce się więcej i organizm sam się domaga, choć oczywiście zależy to od człowieka. Widziałam Chińczyków pochłaniających jedną arekę za drugą, i rzeczywiście wygląda to na uzależnienie, jednak są i przypadki racjonalnego użytkowania raz na jakiś czas. Oczywiście binglang odbierany jest raczej negatywnie i niezdrowo (jak u nas papierosy), jednak większość się tym nie przejmuje.

Działanie ma lekko pobudzające - przyspiesza oddech, ale zmniejsza ciśnienie krwi i zwalnia bicie serca. Zmniejsza też uczucie głodu i lekko pobudza układ pokarmowy. Zmniejsza nieco uczucie głodu, ale i pobudza jelita. Dodatkowo działa paraliżująco na pasożyty typu tasiemiec, co jest dodatkowym atutem w tropikalnej Azji:)

Jednak próbowanie owoców areki nie jest dla wszystkich, pomijając oczywiste kwestie zdrowotne (choroby serca, ciąża itp) również pozornie zdrowy człowiek niekiedy nie powinien zażywać tej używki. Bywa tak, że po uwolnieniu substancji z owocu można poczuć ucisk w klatce piersiowej. Z czym to dokładnie jest związane nie wiem, jednak wtedy lepiej nie podchodzić drugi raz do binglang'a.

Aha, i sama areka nie barwi ani śliny ani zębów:)

Lokalny binglang z dodatkiem sezamu

Legalność w Polsce


Jeśli posiadacie w domu sadzonkę tej palmy - nie bójcie się, że policja zapuka do drzwi. Przede wszystkim wyhodowanie choćby kwiatów w warunkach domowych graniczy z cudem, więc nie mamy szans na wyprodukowanie narkotyku:)

Choć dałabym głowę, że kiedyś mignęła mi gdzieś w internecie informacja, że betel jest w Polsce (i Europie) nielegalny, nigdzie nie mogę znaleźć tej informacji. Z tego jeden wniosek - nie jest on więc nielegalny. 

Co tym sądzicie? A może podczas podróży do Azji widzieliście miejscowych z ich używką?

Źródła:
http://factsanddetails.com/china/cat11/sub74/entry-4483.html

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy post - o betelu czytałam jak dotąd tylko w powieściach podróżniczych, nigdy nie szukałam dodatkowych informacji. Interesujące i pouczające:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący wpis, ja nigdy nie słyszałem ani o betelu, ani o artece więc fajnie dowiedzieć się czegoś nowego :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, żę się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.