Karambole po pierwszej zimie

maja 04, 2016
Dzień dobry!


Myślę, że czas najwyższy pokazać moje karambole (Averrhoa carambola), których teraz mam najwięcej w mojej zielonej gromadce. Podczas zimy sprawiały mi wiele psikusów, nie powiem ciężko było zrozumieć co do mnie mówiły, ale udało mi się przezimować znakomitą większość z nich.



Zanim wrzucę Wam fotki roślin napiszę kilka słów o tym jak udało mi się ich nie zabić przez zimę:)

Przede wszystkim zimując "bardzo tropikalne" rośliny typu właśnie karambola czy liczi, rośliny te (przynajmniej w przypadku karamboli) gdy mają wybór: wilgotność i ciepełko czy dużo światła a sucho, zdecydowanie wybiorą tą pierwszą opcję. W jasnym, ale suchym pomieszczeniu rośliny te zrzucały liście hurtowo, obsychały częściowo lub całkowicie, po czym zamierały. 

Dlatego moje karambole zimowały w łazience:) 

Jest to perfekcyjne miejsce dla tropików, zwłaszcza gdy wentylacja jest słaba, a my nie mamy specjalistycznych szklarni czy sprzętów. Tak więc udało mi się upchnąć wszystkie doniczki z karambolami na małym parapeciku od strony północnej, w dodatku okno było zamglone, więc światła w pomieszczeniu wiele nie było, jednak było to co oskomiany lubią najbardziej - wyższa temperatura niż w całym domu oraz wilgotność.

Oczywiście nie przestały sypać liśćmi, ale udało się to ograniczyć i zwiększyć przeżywalność. Moja metoda miała niestety jedną wadę - rośliny obecnie są bardzo lelawe i wymagają podpór.








Najmniejsza moja karambola, szczerze powiedziawszy nie wierzyłam, że da radę w zimie:)






Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.